IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sigurd Jötunheimr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sigurd

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 16/11/2014

PisanieTemat: Sigurd Jötunheimr   Pon Lis 17, 2014 1:14 pm

Miano: Sigurd Jötunheimr; Kapłan Boga Słońca; Demon Słońca; Cervello no Gin'iro Senkō (z jap. Srebrny Błysk Cervello); Pan Lasu.
Wiek: 25 lat.
Płeć: Mężczyzna.
Wzrost: 180 centymetrów.
Waga: 76 kilogramów.
Przynależność: Kapłan Boga Słońca; Mafia - Cervello; Bestia Cienia.


Wygląd:
Spoiler:
 

Sigurd jest wysokim mężczyzną o charakterystycznych, długich, siwych włosach, które w odpowiednim świetle mienią się srebrzyście. Kolejno swoisty daszek w kształcie dzioba jakiegoś ptaka, najpewniej sokoła lub jastrzębia, na którym widnieje czerwone oko, symbol naszego bohatera oznaczający jego znakomite zdolności do wypatrywania na dalekie odległości. Ten dodatek przysłania lewe oko i część twarzy, pod którą kryje się paskudna blizna od poparzenia, lecz z nietkniętym okiem. Prawe ślepie ma złocisty kolor.
Reszta ubrań to poły luźnego materiały, które nie krępują ruchów oraz pomagają w mniejszej utracie ciepła podczas mroźniejszych dni. Zaś obszerność i przewiewność nie przeszkadza podczas upałów. Całość jest zrobiona na modłe Kapłanów Boga Słońca i składa się z kilku części. Pierwszą jest swoisty kombinezon w kolorze bordowym, składa się na niego koszula z długimi rękawami oraz obszerne spodnie, które kończą się w połowie piszczeli. Kolejno na koszule jest nakładana jedynie górna część kimona w kolorze czerni z równie długimi rękawami. Ostatnią, wierzchnią warstwę tworzy biały płaszcz kapłana z jeszcze dłuższymi rękawami i wycięciami w pachwinach, by nie ograniczało ruchu. Pas przewiązany jest zieloną wstęgą, która niejako spaja wszystkie części układanki, by się nie 'rozpadły'.
Dalszą część piszczeli okrywają granatowe getry. Buty to materiałowe trzewiki w kolorze brązu z dosyć miękką podeszwą, która ułatwia ciche poruszanie się czy to w lesie, czy po zdecydowanie twardszym podłożu.


Charakter:

Bycie kapłanem to jedynie dodatek, który dostał siłą rzeczy wychowując się w świątyni Boga Słońca, lecz on sam głęboko wierzy w swoje powołanie. Prawda jest taka, że został wychowany na myśliwego-zabójce, który tropi swe ofiary do upadłego, by ostatecznie zabić i złożyć w ofierze. Jego fanatyzm jest tak potworny, że żeby osiągnąć swój cel jest zdolny porzucić człowieczeństwo i dokonać bestialskich czynów, które mrożą krew w żyłach nawet 'wytrawnym koneserom' morderstw. A wszystko to w imię 'Boga'! Często jedno zabójstwo ciągnie za sobą następne, gdyż twierdzi, że 'ofiar nigdy za mało' i poluje na kolejne nadprogramowe mięso, by ułaskawić Boga... ale przede wszystkim siebie.
Z niesamowitą przyjemnością kłamie, oszukuje, zwodzi, pastwi się nad swą ofiarą, sprowadzając nad przepaść psychicznej równowagi. Daje nadzieje, by następnie ją brutalnie odebrać. Jednak nigdy jeśli chodzi o Boga Słońce. Wiara jest wszystkim i przenigdy by nie mógł kłamać na jej temat.
W każdej nadarzającej się okazji zagorzale modli się do Boga i prawi nauki zapisane w świętej księdze. Ze względu na swój fanatyzm nie może ścierpieć innych 'bożków', których nazywa oszustami, zaś wyznawców plugawymi heretykami, których trzeba złożyć w krwawej ofierze, by ułagodzić swoje bóstwo.
Sigurd to samotny wilk, który zwykle podróżuje i wykonuje brudną robotę samotnie. Twierdzi, że 'towarzysz' tylko by go spowolnił, nie wspominając o kompletnym braku przystosowania do poruszania się niezauważonym w gęstwinie lasu. Oczywiście sprawa maluje się nieco inaczej, gdy napotka osobę, która zainteresuje się Bogiem Słońca, choć oczywiście nie przyjmuje do wiadomości, że można wyznawać kogoś innego niż Boga Słońca. Jednak ma świadomość, że nie wszyscy 'zostali' oświeceni, dlatego też prawi swą posługę każdemu. W przypadku otwarcia się na wiarę, Jötunheimr promienieje czując spełnienie, że zdołał kogoś nawrócić. Takie persony stają się jego 'owieczkami', zaś on 'pasterzem', który prowadzi je w odpowiedni kierunku.
Jest bezwzględnie posłuszny osobą, które uważa za 'apostołów' Boga... jednym z nich aktualnie jest jeden z Donów mafii, której służy. Jednak prawda jest taka, że mu to wmówiono. Zaś ze względu na fanatyzm, nieświadomie w to uwierzył.


Historia:

Kult Boga Słońca to prastara religia pochodząca z kontynentu Kakin. Niegdyś była bardzo popularna, jednak ze względu na jej bestialskość i wymaganie składania ofiar, szybko sprawiły, że wszelkie świątynie i kapłani zostali wytępieni.
...Jednak nie wszystko zostało obrócone w popiół. Część najzagorzalszych kapłanów uciekła głęboko w góry, gdzie wybudowali nowy dom boży i na nowo zaczęli czcić swego stwórce. A do tego potrzebne były ofiary, więc jeśli nie było chętnych, schodzili z gór i porywali ludzi z pobliskich wiosek. Doszło do tego, że ludzie zaczęli się bać i snuć hipotezę, że to Bóg Słońca mści się na nich za to, że zniszczyli jego świątynie i wyznawców. Odtąd przerażeni ludzi zaczęli składać daniny z jedzenie i innych kosztowności, zostawiając je u podnóża gór, gdyż bali się wchodzić wyżej.

15 osobowa grupka dzieci w wieku około 5 lat została wepchnięta do przepastnej sali wyłożonej zewsząd pochodniami i świecami zapachowymi. Mimo oświetlenia panował tu mrok, zaś przerażeni chłopcy i dziewczynki trzęśli się z zimna, gdyż posadzka była zrobiona kamienia, który bez odpowiedniego ocieplenia był zimny niczym lód.
- To ta ofiara, którą obiecywali nam wieśniacy? - odezwał się głos, gdzieś z głębi sali.
- Tak, najwyższy Kapłanie. Piętnaścioro, obu płci. - odpowiedział jeden z dwóch pomniejszej rangi kapłanów, którzy stali tuż za grupką. Po chwili milczenia obaj pchnęli niczym bydło narybek, ruszyli dalej.
- Ruszać się bachory! Najwyższy Kapłan nie może cze-... -
- Wystarczy. - rzucił stanowczym tonem głos z sali, po czym ponownie zapanowała cisza, która po chwili przerywana była miarowymi krokami. Mężczyzna jaki wyłonił się z cienia był średniego wzrostu, a ubrany był ozdobny strój kapłana, wysadzany śmiecącymi kamieniami i złotymi wykończeniami. Na głowie nosił wysoki kapelusz z umieszczonym znakiem Boga Słońca po środku.
- Zobaczmy co tu mamy... - chwycił za twarz pierwszą lepszą dziewczynkę, dokładnie ją oglądając. - Wygląda dość marnie... ale ma ładne oczy. Buźka też niczego sobie. Bierzemy ją, zaprowadźcie ją do reszty kobiet. - powiedział, po czym zabrał się za oglądanie kolejnych dzieciaków. Dziewczynki najczęściej były 'przyjmowane' i prowadzone do reszty kobiet, które znajdowały się w tym budynku. Bóg jeden wie do czego ich potrzebowali...
- Tych 4 zabić, wyglądają na chorych. Nie potrzebujemy tu takich. - wskazał kolejno na chłopców, którzy po chwili padli na ziemię niczym worek kartofli. Jeden z kapłanów skręcił im po prostu kar, nie dbając o wrzask, który się podniósł u reszty grupki. Próbował ich uciszyć, ale na niewiele się to zdało. Dopiero Najwyższy Kapłan jak nie wrzasnął, jak nie ryknął, a na nowo zapanowała grobowa cisza. - Tak lepiej. Następni. - i ponownie rozpoczęła się segregacja, aż w końcu zostało ostatnie z dzieci. Wyglądał jak każdy inny chłopiec w tym wieku, jednak był inny. Jego siwe włosy oraz złote oczy były niemałym wyróżnikiem. Nigdy wcześniej ktoś taki się nie trafił. Nie ważne, że wyglądał na chorego. Był interesujący...
- Jego też weźcie... dzieciak wygląda dziwacznie, ale naszemu Bogu może się spodobać. Wrzućcie go do starszych, zobaczymy, czy da sobie radę. Raduj się chłopcze, to twój szczęśliwy dzień, narodzisz się na nowo i będzie służyć Bogu Słońca, twemu nowemu i jedynemu panu! - malec próbował się powstrzymywać od płaczu, lecz było to trudne. Ostatecznie nie walczył i dał się poprowadzić do sali, gdzie byli chłopcy zdecydowanie starsi od niego. I nie wyglądali przyjaźnie.

Kilka kolejnych lat w przód pamiętał jak przez mgłę. To było straszne, musiał walczyć z większymi i silniejszymi od siebie o jedzenie, spanie... i życie.
Poza podstawami walki i przetrwania w dziczy, byli uczenie pisania i czytania. Podstaw różnych języków, matematyki, zielarstwa i wielu, wielu innych rzeczy, których zwykle naucza się w świątyniach. Dla kogoś mogłoby to potwornie wyglądać... zabijają się, a potem obliczają deltę? Śmiechu warte.

Gdy był starszy, przeżycie w lesie stało się jego codziennością. Kapłani zostawiali go na całe dnie, tygodnie, a nawet miesiące, by miał przetrwać w tym nieprzyjaznym miejscu. Dziwne potwory i watahy wilków, nie wspominając o jadowitych wężach to była codzienność. W zamian nauczył się polować, oprawiać zwierzynę i ją przyrządzać, by się nie zatruć. Myślistwo weszło mu w krew do tego stopnia, że potrafił bezszelestnie przemierzać las i godzinami, a nawet dniami tkwić w bezruchu w krzakach, czekając na nic niespodziewające się zwierze.
Gdy był gotów, na nowo wstąpił do świątyni, gdzie miały odbyć się święcenia i chrzest.

Po kilkunastu latach spartańskich warunków, walki o przetrwanie i codziennego wpajania mu nauki Boga Słońca, chłopiec nie był już tym, kiedy tu pierwszy raz przybył. Choć ciężko powiedzieć, że pięciolatek miał swój własny światopogląd, nie wiedział kim był, był plastyczny, niczym biała karta na której zapisane zostało bycie kapłanem...
W wieku 20 lat miało nadejść kolejne zdarzenie, które miało go zmienić.
- Sigurdzie, ty, jak i inni jesteście gotowi, by udowodnić, że możecie służyć naszemu Bogu. Mimo to zapytam - jesteś gotów? - najwyższy kapłan musiał mieć pewność, że jego podopieczni chcą przystąpić do rytuału, jednak nie wiedząc, co to jest.
- Oczywiście, Najwyższy Kapłanie! Jestem gotów, by poświęcić swą duszę i ciało w imię Boga Słońca. - odpowiedział radośnie chłop.
- Pysznie. - mruknął kapłan, udając się wraz z Sigurdem do wielkiej sali. Byli tam tacy sami jak Sigurd. Gdy wszyscy odprawili modły, przemówił Najwyższy Kapłan.

- Cieszę się, że do końca dotrwało was taki wielu. Jednak nie wszyscy dostąpicie ostatecznej łaski Boga Słońca. Musicie walczyć. Wszyscy, aż zostanie tylko jeden. Tyle mam do powiedzenia. Niech zacznie się ostateczny rytuał! - po czym usiadł na siedzisku przeznaczonym tylko dla niego i obserwował.

Z początku wszyscy byli skonsternowani, ale po chwili dało się usłyszeć błagalne krzyki. Czyli jednak ktoś już zaczął. Pozostali spojrzeli po sobie, po czym część rzuciła się sobie do gardeł, zaś paru zaczęło uciekać i szukać ratunku u najwyższego kapłana, lecz szybko zostali zabici przez straż.
Sigurd cofnął się parę kroków w tył i nie mógł uwierzyć w to co się dzieje. Czyli o to chodziło... tyle lat katorżniczych treningów, by ostatecznie wybrać najsilniejszego poprzez wzajemny mord. Nie to, że lubił tych wszystkich gości, byli rywalami. Ale... nie, nie mógł tego zrobić. To potworne! Tak nie można!
Po chwili jeden z walczących rzucił się na naszego bohatera, ale ten umiejętnie go wyminął i powalił. I już widział, że kolejny na niego pędzi. Tym razem nie miał szans tego uniknąć i z hukiem upadł na twardą posadzkę. Oponenta siadł na nim okrakiem i lał niemiłosiernie pięściami po twarzy. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty. Mało brakowało, a straciłby przytomność i został pobity na śmierć. Ostatkiem sił trzasnął oprawce po ryju i zrzucił go z siebie. Potrzebował kilku wdechów, by móc zebrać siły. Gdy mu się to udało, wstał i ruszył w stronę jednego z filarów. Gdy się rozejrzał, jego oczom rozciągał się widok śmierci... masa zmiażdżonych ciał w morzu krwi. Wpadł w panikę. Nie wiedział co robić. Zaczął krzyczeć, łzy popłynęły mimowolnie, z nosa ciekły smarki...
- To nie może być prawda... ja nie chce... ja nie chce... zabierzcie mnie stąd! Proszę! Zrobię wszystko, ale mnie zabierzcie! - najwyższy kapłan zarechotał przeraźliwie widząc jak umysł Sigurda się rozpada.

- Tak moje dziecko! Krzycz! Oszalej! Oddaj się Bogu! -

Został zaatakowany. To był odruch. Nie wiedząc jak, złapał dłoń atakującego i ją wykręcił. Oponent zastygł w bezruchu, po czym osunął się na posadzkę. Sigurd w dłoni dzierżył niewielki, zakrwawiony sztylet. Musiał go niechcący wyrwać i tamten się nadział...
Zwymiotował. To było za dużo. Cienka linia odgradzająca szaleństwo pękła. Nie czuł już nic. Tylko pustkę i zamach świeżej, tężejącej krwi. Ci co przeżyli, widząc, że nasz bohater dzierży w dłoni sztylet rzucili się w te pędy w jego stronę, myśląc jednogłośnie, że ta broń da im niesamowitą przewagę. ...To był odruch, tak, to był odruch. Ciało samo się ruszyło, uchylając przed ciosami i tnąc brzuchy przeciwników. Następnie nogi poniosły go do kolejnych, rozcinając gardła, wbijając się klatkę piersiową. To była chwila po której był już tylko jeden. Ten zwycięski. Ale czy na pewno?
Młodzieniec zachwiał się na nogach, po czym ponownie zwymiotował, tym razem żółcią na podłogę... paskudztwo. Gdy ledwie odzyskał trzeźwe myślenie i spojrzał na swe zakrwawione ręce i ubrania, ponownie oszalał. Tym razem na dobre. A impuls był na tyle silny, że ciało padło niczym rażone prądem. Cały się trząsł i wył z bólu, coś się w nim budziło. Jakaś niesamowita moc, której początki były okropnie bolesne. To był nen.

- Myślę, że to był bardzo udany rytuał. Nie dość, że zyskaliśmy najsilniejszego to jeszcze ta moc... to moc od samego Boga! Ten chłopiec jest wybrańcem! Radujmy się! -

Nie pamiętał ile stał. Bodajże równy tydzień. A gdy się obudził, nie pamiętał już nic. Inaczej, wydarzenia sprzed tych kilku dni były dla niego niczym niezwykłym. Było, minęło. Nie obchodziło go to. Chciał teraz służyć Bogu... dla niego takim się stał.
Przez kolejne 4 lata ćwiczył do perfekcji strzelanie z łuku oraz swoją moc, która przeobraziła się w coś niezwykłego.
Gdy skończył 24 lata, Najwyższych Kapłan postanowił wysłać Sigurda w świat. By na nowo rozprzestrzenił kult na świecie i tępił niewiernych.
- Sigurdzie, na koniec chciałem ci wyjawić imię naszego Boga. Niewiele osób je zna, ale ty jesteś godzien. Jednak pamiętaj, że jest ono przeznaczone jedynie dla najwierniejszych. Najwyższy i jedyny Bóg Słońca, Pelor. Miej je zawsze w sercu. -

Rok później trafił przez przypadek do rodziny mafijnej, zaś jej Don wmówił kapłanowi, że jest apostołem Pelora i chce prowadzić Sigurda, gdyż Pelor do niego przemówił i powierzył mu tą misje. Siwowłosy ochoczo przyjął propozycję i stał się Bestią Cienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athanthatsuyaki

avatar

Liczba postów : 146
Join date : 05/10/2014

PisanieTemat: Re: Sigurd Jötunheimr   Czw Lis 20, 2014 3:32 pm

Niech będzie transmutator
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigurd

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 16/11/2014

PisanieTemat: Re: Sigurd Jötunheimr   Pon Lis 24, 2014 8:51 am

Rodzaj Nenu: Transmuter [5PR].
Zdolności Nen: Ten II [15PR]; Ren II [15PR]; Hatsu I [10PR].
Dodatkowy Nen: 40 [20PR].
Posiadane techniki Nen: [30PR].


Cytat :

Nazwa: Inazuma (z jap. Błysk Pioruna)
Rodzaj Nenu: Transmuter.
Zasady użycia: Należy pokryć kończyny dolne transmutowanym nenem, który teraz przybiera formę wyładowań elektrycznych, tworząc tym samym swoiste buty z prądu. A następnie ruszyć. Elektryczność pobudza mięśnie zwiększając zawrotnie ich możliwości.
Opis działania: Użytkownik dzięki swojemu rodzajowi Nenu, przemienia energię, czyli swój Nen, w błyskawice, czyli prąd elektryczny, bez którego społeczeństwo w tych czasach, by nie przetrwało. Materializuje je na swoich kończynach dolnych, obejmując od stóp po pas, tworząc swoiste 'elektryczne buty', które wiją się i iskrzą wokół kończyn. Prąd w żaden sposób nie rani użytkownika, ani go nie paraliżuje, jednak może boleśnie 'kopnąć' w styczności z ciałem obcym.
Dzięki właściwością prądu elektrycznego, użytkownik pobudza nim swoje mięśnie do bardziej wytężonego wysiłku. Wręcz nieludzkiego. Ma to oczywiście skutki uboczne, lecz o tym później. Prędkość osiągana tym jest nieludzka i praktycznie niemożliwa do osiągnięcia zwykłym treningiem na szybkość, czy innym nie-nenowymi środkami. Dla zwykłego oka ta technika poruszania się jest teleportacją, albo prędkością światła. No niby nic mylącego, lecz to nadal nie to. Jednak i tak prędkość jest zabójcza. A dzięki używaniu jej jedynie na krótkim dystansie, Sigurd wyciągnął ile się da ze swojego nenu, nie obciążając się fizycznie i kosztami energii.
Hatsu zwiększa jedynie prędkość poruszania się - w żaden sposób nie wpływa to na siłę kopnięć (choć sama prędkość robi swoje, jak się wpadnie na obiekt), ani na szybkość wykonywanych ciosów rękoma, czy czas reakcji. Czysta, piękna szybkość, która jest pod kontrolą Sigurda, więc co daje mu swobodę ruchów.

Jego przydomek wziął się od jego włosów, które podczas używania techniki, 'rozmazują się', pozostawiając jedynie srebrny powidok.

Używanie techniki męczy mięśnie użytkownika, dlatego po jej użyciu (po zajechaniu się z nenu), zwykle musi odpocząć ze 2, albo 3 dni. Zależy. Oczywiście użycie w krótszym czasie nie zepsuje od razu nóg Sigurda. Ale może je poważnie przeciążyć, co z kolei wydłuży zdecydowanie rekonwalescencje do kolejnego użycia. Przy okazji uniemożliwiając bieganie i obdarzając fajnymi, bolesnymi zakwasami.

Zużycie Nenu:

  • Maksymalna długość kroku jaki można wykonać jednorazowo to 5 metrów.
  • Maksymalna prędkość poruszania się to 10 metrów na 1 sekundę. Czyli w ciągu jednego kroku, który ma długość 5 metrów, to pół sekundy.
  • Koszt jednego kroku: 25 - czyli 5m; dwa kroki, czy 10m. kosztuje 50 nenu.



Umiejętności: Szermierz [20PR].
Ekwipunek: Telefon; katana [idealnie wyważona; ostrze jednosieczne; długość ostrza 75cm; długość całkowita 110cm]; zestaw do pielęgnacji i konserwacji miecza; medalion Boga Słońca ze złotym łańcuszkiem.
Ilość PR: 0/120.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Naver

avatar

Liczba postów : 46
Join date : 20/10/2014

PisanieTemat: Re: Sigurd Jötunheimr   Czw Gru 04, 2014 9:29 pm

Akcept

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sigurd Jötunheimr   

Powrót do góry Go down
 
Sigurd Jötunheimr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wstęp :: Kartoteka :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Mapa Świata