IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ofelia Elsinor

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 02/11/2014

PisanieTemat: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Nie Lis 02, 2014 2:10 pm

Cytat :
Darkness isn't the opposite of light, it is simply its absence.


MIANO Lysbeth Craft Ofelia Elsinor.
WIEK 19 lat.
PŁEĆ  Kobieta
WAGA 49kg.
WZROST 168cm.
PRZYNALEŻNOŚĆ Łowcy => Zodiaki. Smok.
WYGLĄD
Cytat :
- Więc... czy to wszystko, Koua-sama?
Zapytała osoba, siedząca na dość dużym, wiśniowym fotelu, unosząc porcelanową filiżankę z herbatą do ust. Ubrana była w granatową sukienkę z nieco bufiastymi rękawami zwężonymi w połowie ramienia. Pod spodem miała białą koszulę, której rękawy były wywinięte tak, że część ręki trochę niżej jak od łokcia aż do niemal nadgarstka pokrywała biała tkanina. Guziki przy nich czarne, zostały zapięte. Biały kołnierzyk wywinięty. Sama ciemnogranatowa sukienka kończyła się w połowie ud falbanami. Kolana wystawały nieco ponad stolik. Nie dlatego, że była wysoka. To mebel był za niski, jednak nikt nie kwapił się, by kupić nowy. Stał, bo był historią. Stał, bo stał tu od czasów praojców. Stał, bo był drogi, nie miał ani jednej rysy. Nietykalność tego stolika to była niemal tradycja, którą ród Elsinor miał zamiar ciągnąć przez następne milenia. W ten też stolik kopnął czarny bucik z grubym paskiem, zakrytymi palcami oraz dość grubą podeszwą. Musiała jakoś dać znać rozmówcy, by się pośpieszył z odpowiedzią. Ten jednak przez moment lustrował wzrokiem postać rozmówczyni, wychwytując w jej ubiorze jeszcze czarne rajstopy. Od długowłosej blondynki o szmaragdowych oczach bardziej spodziewał się jasnego ubioru, a nie może kilku elementów nie przywodzących na myśl nocy. Cóż... Twarz posiadała nieco wydłużoną. Oczy wbrew pozorom były duże, a przy szerszym ich otwarciu można by je pomylić z kamieniami. Nie była wysoka pomimo długich, zgrabnych nóg. Właściwie cała wydawała się nieco chudsza, niż człowiek być powinien. I jeszcze ta blada cera... Nie mniej, była okazem zdrowia. Nie miał jednak pojęcia, że prawy bok zdobi podłużna blizna od miecza.  

CHARAKTER
Cytat :
- Tak, wszystko. - odpowiedział nieco niepewnie. - Sama panienka widzi, że nowy projekt żarówki jest całkiem w porządku. Odbiega od standardowych norm, jednak jest o wiele bardziej wydajna, unikalna, pobiera mniej energii... - przerwał, kiedy tylko Ofelia dała mu znak ręką, by skończył. Zdecydowanie za dużo gadał. Ależ oczywiście, nie miała nic do ludzi, którzy dużo mówią, o ile mówią z sensem. Co prawda decyzje w sprawie firmy zawsze podejmował ojciec jako właściciel, jednak tym razem podpisanie umowy leżało w jej rękach. A raczej jej nie podpisanie. Miała właśnie przed sobą człowieka, którego znała aż za dobrze. Nie lubiła krętaczy, oszustów i zbyt przebiegłych osób, które nie były akurat po jej stronie. A on nie był po jej stronie z kwotą, którą żądał za produkcję jakiegoś szmelcu. Obdarzyła go spojrzeniem, które zmroziłoby lód. Uśmiechnęła się. W większości kultur, uśmiech jest rozpatrywany w kategoriach pozytywngo zjawiska. Obdarzeniem takim uśmiechem każda osoba, która go widziała, nie życzyłaby nikomu żywemu. Było w nim coś... upiornego. Mężczyzna odchylił nieco kołnierz koszuli.
- Czy można by otworzyć okno...? - zapytał z ostrożnością pieska preriowego podchodzącego do włączonej pralki, nie bardzo wiedząc, czego się po sprzęcie spodziewać. Było mu z bliżej nieznanych przyczyn gorąco. Gorąco w posiadłości, w której temperatura nie przekracza 12 stopni na plusie. Optymalny klimat do hodowania roślin okołobiegunowych i rozmnożeniu się rodzaju Człowiekus Kocykus.
- Jest pan bezczelny, Koua-sama. - odpowiedziała tonem, który w żaden sposób nie pasuje do skargi czy upomnienia, nie zmieniając wyrazu twarzy. Filiżanka stuknęła o porcelanową podstawkę. - Jesteśmy poważną firmą, a pańska oferta to dla nas obraza. Ja nie jestem jak mój ojciec. Dokładnie przejrzałam papiery w tej sprawie złożone przez pana wcześniej i dostrzegłam wiele nieścisłości. Kwota zaś to jakieś nieporozumienie za coś, co pan oferuje. Odrzucam. Zapraszam, kiedy Koua-sama spoważnieje. - absolutnie nie była to odpowiedź, jakiej się spodziewał. Zdecydowanie lepiej rozmawiało jemu się z jej ojcem. Był bardziej ugodowy. Po niej zaś można było się spodziewać jednej rzeczy - szczerości. Nie ważne, z kim rozmawiała, nie ważne, jak bardzo używała formalnego języka lub zwrotów grzecznościowych. Nie miała hamulców przy wyrażaniu opinii, jeżeli faktycznie nie miałoby jej to zaszkodzić. Inną pewną rzeczą było to, że miły ton potrafiła wpleść w najgorszą litanię przekleństw. Jednak, kiedy wyklinała kogoś, też nie ważyła się oficjalnie używać łaciny podwórkowej. Musiała dawać wrażenie kogoś postawionego "wyżej", szczególnie wobec potencjalnych wrogów. Nie można jej jednak było zarzucić zupełnego samolubstwa, czy pychy. Może nieco egoizm, ale jego poziom nie wykraczał po za cywilizowane normy. No i nie śpieszyła się. Ludzie uważali czas za ważny tylko dlatego, że sami go wymyślili. Ona go miała nawet wtedy, kiedy zegarki pozwoliły sobie twierdzić inaczej. Ignorowała je jednak, tak jak większość istot mniej lub bardziej żywych, za zdaniem innym niż jej własne z tymi wyjątkami, kiedy rozmówca miał bardziej ambitne argumenty. - Cóż.... rozumiem. W takim razie ż-żegnam. - odpowiedział, wstając ostrożnie z krzesła.

- Jeden problem z głowy...

HISTORIA
Cytat :
- ... został drugi. - rzuciła do samej siebie, gdy tylko rozległo się pukanie do drzwi. Ktoś zastukał trzy razy. Nikt nie wiedział, dlaczego tyle należało, po prostu takie były normy. No i chyba tworzył je ktoś, kto po prostu lubił trójkąty. Ofelia z kolei nie lubiła liczb, chyba ze była to 13. Liczba jak każda inna, a jednak tyle osób się jej bało. Kto by pomyślał, jaką ma moc jedna czy dwie plotki... - Proszę..~ - przez próg przeszła elegancko odziana kobieta w długiej, jagodowej sukni. Włosy brązowe spięte w koka były już nieco przyprószone siwizną. Szła wyprostowana, zaś dziewczę na jej widok wstało z fotela. Gość jednak prostym skinieniem nakazał jej pozostać na miejscu, a sama zajęła miejsce na przeciw niej. Była widocznie zadowolona.
- Jak idą córciu interesy?
- Doskonale. Już trzy osoby odesłałam a dwie kazałam wyrzucić z posiadłości. Tatuś będzie dumny, mamusiu. - odpowiedziała z nutą satysfakcji w głosie. To nie to, że lubiła krzyżować ludziom plany, chociaż wydawało się to interesujące. Wracając jednak do tematu. Nie zatwierdzenie żadnej umowy dawało jej pewną gwarancję, ze nie zostanie zatwierdzone nic nieodpowiedniego. I było to logiczne. A jeszcze bardziej pocieszające było to, że przemysł żarówek znała na tyle dobrze, że w połączeniu z ufnością do ludzi, a raczej jej braku, pozwalało jej podjąć jakieś bardziej sensowne decyzje. Ogarniała żarówki. Była dobra, jeżeli chodzi o temat oświetlenia i była z tego dumna. Od dziecka siedzi w biznesie. Ile to już? 10 lat odkąd zaczęła poznawać sekrety związków elektromagnetycznych? Edmund Elsinor od najmłodszych lat szkolił córkę. Oczywiście nie wobec tego tylko świat się kręcił. Od zawsze była zawalona obowiązkami. - Ciągle to samo. Sądzą, że mogą oszukać nas na zużyciu mocy, maksymalnym natężeniu czy ich wytrzymałości. Nieco przykre, muszę przyznać. - Elizabeth Elsinor od zawsze wierzyła w swoją córkę i wiedziała, że prowadzenie firmom poszłoby jej znakomicie, tak nie zdążyła córki poinformować, że dosłownie chwilę temu głowa rodziny zadzwoniła i z wielkim żalem, rozpaczą i smutkiem oznajmiła, że przed chwilą całą firmę przegrał w karty. Cóż... Edmund Elsinor był znany nie tylko ze świetnie prosperującej działalności ale również ze świetnej łatwości przekonania go do wypicia kieliszka czy dwóch. I tak zawsze kończyło się na powyżej siedmiu. Wolała jednak nie rozczarowywać córki, że całe ostatnie 5 godzin przesiedziała, marnując czas. Uśmiechała się. A przynajmniej starała, by wyglądało to na uśmiech.
- Cóż córciu, my z ojcem bardzo w ciebie wierzymy. - zaczęła, próbując nie dawać znać, że coś jest nie w porządku. - Poświęciliśmy wiele nakładów, by wychować cię na wspaniałego człowieka, jak i na dobrego łowcę. -  Specjalni nauczyciele od młodości uczyli jej na temat nenu. Ofelia słuchała, czekając tylko na wieść, że firma jest jej. Tak, to by było coś. Albo przynajmniej, że jej będzie. - ... dlatego pragniemy, byś zajęła się póki co zawodem łowcy. - to było jak zrzucenie jej na głowę kowadła. Nie, nie podobało jej się to. Owszem, lubiła bawić się nenem, ale wiedziała, że słowo "stowarzyszenie łowców" równie dobrze mogłoby być synonimem "nadstawiać kark dla mas". Mina jej nieco zrzedła. - Otóż nie chodzi o to, że firma nie będzie twoja. Będzie... tylko później! Ojcu zależy... Chce, by przyszła dziedziczka interesu była znana. Tak, znana! To zwiększy... prestiż. Tak, prestiż firmy. - miało to sens. Dalej jednak jej się to nie podobało. Matka zaś wiedziała, ze innego wyjścia to ona nie ma, jeżeli chce się usamodzielnić dopóki nie odkupią udziałów. A w Ofelii widzieli jedyną szansę przetrwania. Co prawda, posiadali fundusze, jednak nie były niewyczerpywalne!
- Rozumiem... Nie mogłabym matuli odmówić. Wyruszę najbliższym pociągiem, jeżeli można. Zakładam, że ojciec jest już w drodze? - kobieta kiwnęła głową. Potrzebowała jak najszybciej ją wygonić gdzieś, gdzie się nie dowie o problemie. - Rozumiem.
Odpowiedziała, wstała z fotela, po czym ruszyła się spakować.

Lata. Minęły lata. Lata pracy. Ciężkiej pracy oraz wspinania się po szczeblach aż w końcu zostałam Zodiakiem. Rodzina byłaby dumna. Albo i jest, w zasadzie zdążyłam zapomnieć, że gdzieś tam z pewnością czekają na wieści. Kilka dni ich nie zbawi. Albo lat. Mam czas. Mnóstwo czasu.

ALE PRZECIEŻ NIE ZAWSZE WSZYSTKO TAKIE BYŁO
Rozległ się głos ciężki jak neutronium. Postać odziana w czerń  stała nad dość realistycznym modelem świata w skali 1:1 i myślała. A przynajmniej próbowała myśleć. Jest to dość ciężkie zajęcie, kiedy nie ma się mózgu. Coś było nie tak. Wiedział to. Cała obecna rzeczywistość wydarzyła się już wcześniej, ale była stanowczo inna. Patrzył w jeden, konkretny punkt na modelu. Zaczął rozumieć. Ktoś bawił się czasem. Pierwszy raz zdarzyło mu się iść dwa razy po duszę jednego listonosza i przy okazji usłyszeć "O, cześć. Nie spotkaliśmy się wcześniej...?". Bardziej jednak było to wydarzenie oszałamiające dla owego zjadacza chleba. Nikt chyba nie chciałby umierać dwa razy.
DLACZEGO LUDZIE NIE ZGADZAJĄ SIĘ ZE SWOIM PRZEZNACZENIEM?
Zapytał, nie zupełnie rozumiejąc ludzi. Miał prawo. W końcu nigdy nim nie był, a poszczególnych reprezentantów spotykał głównie w pracy i nie na tyle długo, by zawiązać jakieś głębsze znajomości. Dalej jednak nie wiedział, dlaczego społeczeństwo jest tak wybredne co do tego, co się im daje. Jak gdyby nie rozumieli, że zawsze mogli spędzić życie jako ameba, albo nie spędzić go wcale. Albo spędzić je w sposób gorszy, niż obecnie.
- Cóż... Tacy są po prostu ludzie. To chyba coś jak uczulenie. Na niedogodności. - odpowiedział jakiś głos, nim z półki wysokości piętrowego domku rodzinnego spadły na ziemię. Niektóre brutalnie poturbowały głowę mówcy. Śmierć w porę się odsunął. Co ciekawe, dalej stał w poprzednim miejscu. To książki zmieniły trajektorię lotu.
AHA... odpowiedział w końcu. ROZUMIEM. CZAS NAGLI. CO BĘDZIE NA ŚNIADANIE?
Wbrew pozorom, naruszenie czasoprzestrzeni było dość poważne i Śmierć o tym wiedział. Ale wiedział też, ze śniadanie było ważniejsze, zwłaszcza, kiedy wróci po całym dniu pracy. Nie bywał głodny. Ani zmęczony. Tak na prawdę, to były to odczucia w kanonie tych "legendarnych". Były tam wszystkie te, których Śmierć nie odczuwał. A Śmierć nie odczuwał właściwie wszystkiego. Śniadanie zaś musiał zjeść dla zasady. Obyczaj wyniesiony z grona współpracowników. Szkoda tylko, że tak szybko odchodzili na Drugą Stronę.
- To, co zwykle.
W PORZĄDKU. W TAKIM RAZIE ŻEGNAM.
Wziął kosę, naczelne narzędzie pracy. Następnie osiodłał Kasztanka i ruszył po nieboskłonie.

Ochima, wiele lat wcześniej
Śmierć pamiętał wszystko od początku wszechświata. Właściwie obce byłoby mu słowo "zapomnieć". Nigdy nie rozumiał, dlaczego tak się dzieje. Tak samo pamiętał blond dziewoję. Osobliwy przypadek. Jeden z tych, gdzie doskonała punktualność jednak zawodzi, a piasek w klepsydrze nagle zaczyna spadać w górę, próbując pokazać grawitacji, że jest tylko cyferkami, a nie prawdziwą potęgą. Właściwie tam, gdzie owa klepsydra stała, ciężko było mówić o jakimkolwiek przyciąganiu. Było tylko umowne, a piasek, czarny jak smoła, jak najbardziej prawdziwy. Z reguły na śniegu pośród trupów leżą inne trupy, szczególnie, jeśli pod nimi rozpościera się kałuża czegoś czerwonego, co dość łatwo pomylić z ketchupem. Nad trupami z kolei stoją zwycięscy. Tutaj zeszła jednak pewna anomalia, która właściwie nie jest niczym codziennym i bardzo utrudnia wykonywanie obowiązków osobom pracującym.

- Serio chcesz mieć krew na rękach...? - słaby głos rozległ się z dołu, zaś ostatnia żywa osoba, spoglądała na twarz oprawcy z grymasem bólu na twarzy. Czuła, że coś ma wbite w bok, zaś jednocześnie szła za tym wiedza taka, że krwi upływa co raz więcej. Tym bardziej, że zaraz po tym, w ów bok kopnął czarny kozak dziesięcioletniego dziecka pochylającą się nad nią. Ha! I pomyśleć, że ostatnia ocalała miała tyle samo lat. Odruchowo się skuliła, trzymając coś w dłoniach. - Od kiedy jesteśmy na "ty"...? Oddaj to, złodziejko! - wydała rozkaz, wyciągając rękę po swoją należność. Blondyna zacisnęła palce na szmaragdowym krysztale. Znała ją. Od dzieciństwa znała Ofelię Elsinor. Obie mieszkały w pobliżu, z tą różnicą, że Ofelia w posiadłości, a Lysbeth w drewnianej chacie. Różnica w ich majętności była ogromna, jednak nie stanowiło to problemu. Nigdy nie stanowi to problem w przyjaźni, jedynie uprzedzenia. Tych jednak nie było. Do czasu... Ofelia się zmieniła. Przez dwa lata stała się podłą, dwulicową żmiją. Kryształ Samayaṁ dała jej kilka dni po tym, jak się poznały. Mówiła, że ma wielką moc. I miał. Nigdy jednak nie pomyślała, że upomni się o jego zwrot kiedykolwiek i to w taki sposób. Stała się chciwa i zbyt dumna. Nigdy nie sądziła, że ją tak znienawidzi za to, kim się stała. Uśmiechnęła się tępo w jej stronę. - To go sobie weź... - Nagle ze stosu trupów, które de facto były kiedyś połową ludności wioski, wystrzeliła wiązka światła, mknąć prosto w oczy Ofelii. Obie miały jakiekolwiek pojęcie o nenie. Różnica polegała tylko na tym, jaką posiadały umiejętności. Jak Ofelię stać było na nauczycieli, tak Lysbeth uczyła się jej na własną rękę przy pomocy Ofelii. Bo w końcu nen był fajny. Fajna, oczywiście, w odpowiednich rękach. Zielone światło błysnęło w dłoni Lys.

- Nazwiemy ją Ofelia. Ofelia Elsinor. - stwierdziła kobieta, trzymając noworodka. Umowa była prosta. Jeżeli narodzi się dziewczynka, imię nada jej mama. Jeżeli chłopczyk, to tata. Dziecko zostało zabrane do siebie. Wiedziała, że urodziły się niemal zaraz po drugiej. Czysty zbieg okoliczności, a takie ułatwienie! Lubiła, gdy nie miała większych trudności. Miała je jednak co moment, co nigdy nie mogło jej przypaść do gustu. Plan był prosty - podmienić noworodki i wrócić do własnej czasoprzestrzeni. Chciała jej zrobić na złość, a może pomóc? Gdzieś w tyle głowy miała świadomość, że mimo szczerej chęci jej zabicia, dalej gdzieś tam jest jej przyjaciółką. Przyjaciółką, którą najchętniej by zaszlachtowała. Czy może zrobić dla niej coś lepszego, niż zabrać wszystko, co ma?

Po raz kolejny, kryształ rozbłysnął...

Błysk. Tym razem nie zielony, ale biały. Promień w kogoś trafił, odbierając mu życie. Wróciła, ale pojawiły się komplikacje. Jedną z nich Lysbeth właśnie zażegnała..

Blond włosa dziesięciolatka patrzyła z pogardą, na kogoś leżącego pośród stosu tłumów. Czarnowłosa postać uniosła nieco wzrok, by spojrzeć na swego oprawcę.  
- Serio chcesz mieć krew na rękach...? - Ah! To pierwotna Ofelia właśnie leżała z mieczem wbitym w bok. Mówiła cicho, jakby nie mogła. Ściskała coś w dłoniach. Cała trójka wiedziała, co to jest. Ofelia kopnęła Lysbeth2 w bok.
- Od kiedy jesteśmy na "ty"...? Oddaj to, złodziejko! - rozległ się jej władczy głos nad głowami poległych. Wyciągnęła rękę, by odebrać swoją należność.  - To go sobie... - nie dane jej było dokończyć. Klatkę ciemnowłosej Lysbeth2 przebiła strzała wypuszczona z tęczowego łuku. Czyli w to "wszystko" wliczało się też i życie? Cóż... Nie stanowiło to dla niej absolutnie różnicy. - Ah, jak ta dzisiejsza młodzież jest problematyczna...~ - stwierdziła, z drobnym uśmiechem na ustach i bez większego przejęcia. Craft z tej linii czasowej odwróciła się do podróżniczki w czasie. W jednej chwili nogi zaczęły się przed nią uginać, zaś strach wymalowany na jej twarzy nie chciał ustąpić innym emocją. - T-ty... JESTEŚ MNĄ! - przez pierwsze chwile sama nie dowierzała, że to wrzaśnięcie faktycznie wydobyło się z jej gardła. Dwie Ofelie Lysbeth Elsinor stały na przeciw siebie. Zupełnie nie przewidziała, że nie dość, że będzie ich dwie, to jeszcze może grozić im obu zapętlenie w czasie. O ile to drugie nie stanowiło już problemu...

Napięła z powrotem cięciwę...

Obie wiedziały, że jest tylko jedno miejsce dla Ofelii. Ofelia2 rzuciła się w stronę zwłok, chcąc wygrzebać kryształ. Nim jednak rozpoczęła jakiekolwiek szukanie, strzała przebiła jej głowę.

Oba ciała schowała w dole pod topolą. Teraz wszystko powinno być w porządku. Dopóki nikt się nie dowie. Lysbeth może żyć jako Ofelia Elsinor choćby do śmierci. Przy pobliskim strumieniu zmyła krew z rąk, po czym wróciła do "domu".

SKOMPLIKOWANE stwierdził Śmierć, obserwując całe wydarzenie. Mordujące się dzieci właściwie nie było dla niego niczym nowym. Swoją drogą nie było znaczenia, kto kogo zabija. I tak ma tyle samo pracy. Przez moment zastanawiał się, kto na drogą sprawę powinien nie żyć, jednak ostateczne stwierdzenie, ze "wszyscy". DOŚĆ PROBLEMATYCZNE, ALE WSZYSTKO CO ŻYJE, MUSI UMRZEĆ. ROZWIĄZANIE TEGO PROBLEMU WŁAŚCIWIE JEST SPRAWĄ CZASU. NIECH SAM SIĘ NAPRAWIA. Stwierdził z drobnym niesmakiem po czym uderzył przez przypadek drzewcem kosy jakiegoś nieszczęśnika. Nic tu po nim. Wrócił do właściwej linii czasowej, by na Kasztanku ruszyć w miejsce, gdzie coś takiego jak "linia czasowa" nie ma prawa bytu. Czyli do domu.

Została kwestia Kryształu Samayaṁ. Po jego użyciu, niebieskie oczy Lys zmieniły barwę na zieloną, zaś sam kamień rozpadł się. Drugi zaś stracił na mocy poprzez rozpad pierwszego. Obecnie nosi go na łańcuszku. Kto wie, czy kiedyś nie odzyska mocy. Może napakowany niegdyś nenem kamień kiedyś znowu odzyska potęgę. Pozwoli zmieniać rzeczywistość. Czas pokaże...

Bawcie się...


Ostatnio zmieniony przez Ofelia Elsinor dnia Nie Lis 02, 2014 2:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athanthatsuyaki

avatar

Liczba postów : 146
Join date : 05/10/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Nie Lis 02, 2014 2:35 pm

Transmutator. Pisz techniczną
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ofelia Elsinor

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 02/11/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Nie Lis 02, 2014 4:12 pm

Cytat :
RODZAJ NENU Transmutator
ILOŚĆ NENU 100
ZDOLNOŚCI NENU TEN I (10); REN I (5); ZETSU III (60); HATSU I (10)
POSIADANE TECHNIKI NEN
Electromagnetic Shoot (30)
Transmutator

Jedynym wymogiem jest posiadanie jakiegokolwiek, niewielkiego obiektu, który można by wystrzelić np monety.

Technika polega na zmianę właściwości aury, by ta zachowywała się jak wiązka elektromagnetyczna, którą można przekierować na dowolny, niewielki obiekt (metalowy, mieszczący się w dłoni), wprawiając go w ruch. Siła wystrzału jest większa niż z broni palnej, zaś metalowy obiekt wystrzelony za jej pomocą może przebić spokojnie samochód, a z człowieka zrobić sito. Im mniej wytrzymały obiekt, którym strzeli, tym mniejsze szkody. Zasięg strzału wynosi 50m (od 25m siła zaczyna słabnąc), na raz może strzelić tylko jednym obiektem.
50nen per strzał

UMIEJĘTNOŚCI ---
EKWIPUNEK ---


Ostatnio zmieniony przez Ofelia Elsinor dnia Wto Lis 04, 2014 6:08 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athanthatsuyaki

avatar

Liczba postów : 146
Join date : 05/10/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 4:45 pm

Od 25 metra prędkość pocisku maleje. Możesz wystrzelić jedną rzecz na raz, musi ona mieścić się w dłoni i być metalowa. Jeden strzał = 50 Nenu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ofelia Elsinor

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 02/11/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 5:01 pm

Waaa... moge licytowac? A sproboje. Jako ze 0 nenu jest zjawiskiej nieporządanym podbijam do 45 nenu za strzal. Wtedy mozliwe będą dwa strzaly z tà roznicą ze nie wypompuje sie do cna @-@ a z 10 reszty i tak niewiele zrobie. Nie mniej bedzie zdrowiej @-@ Niby pozniej nenu ma sie wiecej ale przez przypadek przynajmniej sie nie zabije o/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athanthatsuyaki

avatar

Liczba postów : 146
Join date : 05/10/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 5:03 pm

I tak możesz dokupić Nen. Nie ma obniżania kosztów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ofelia Elsinor

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 02/11/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 5:09 pm

A moze nie kce? ;-; meh. Dobra dajze juz tego akcepta .-.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athanthatsuyaki

avatar

Liczba postów : 146
Join date : 05/10/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 5:23 pm

Wpierw wpisz poprawki w swojej technice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ofelia Elsinor

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 02/11/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 5:33 pm

Jusz :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athanthatsuyaki

avatar

Liczba postów : 146
Join date : 05/10/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 6:03 pm

Poza tym, wydałaś o 5 PR za dużo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ofelia Elsinor

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 02/11/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 6:16 pm

Wartość siły grawitacji z jaką przyciągają się dwie jednorodne kule lub ciała, które można uznać za punkty materialne jest wprost proporcjonalna do iloczynu ich mas i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między ich środkami... Znaczy chyba już styknie czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athanthatsuyaki

avatar

Liczba postów : 146
Join date : 05/10/2014

PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   Wto Lis 04, 2014 6:22 pm

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...   

Powrót do góry Go down
 
Dobro i zło to tylko miejsce, gdzie się stoi...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wstęp :: Kartoteka :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Mapa Świata